Mój biznes a pracownicy z Ukrainy

Mój biznes szedł świetnie – w gruncie rzeczy nie robiłem niczego, a pieniądze wpadały. I to nie byle jakie. Na każdej godzinie pracy moich pracowników zarabiałem pokaźną działkę, a co za tym idzie zatrudniałem ich coraz więcej i więcej. Był moment, że nie wiedziałem czy moja agencja pracy tymczasowej się utrzyma – pracownicy chcieli podwyżek, firmy płaciły coraz mniej.

Pracownicy z Ukrainy – sprawdzą się?

pracownicy z UkrainyZ pomocą przyszli mi pracownicy ze wschodu gotowi pracować za połowę stawki. Najgorzej było z pracą w polu i przy obieraniu cebuli. Polacy cały czas narzekali na bolące ręce, głównie nadgarstki od jednostajnego, nienaturalnego ruchu, z kolei pracujących w polu bolały i ręce i nogi. Faktycznie grzechem byłoby im płacić za taką pracę na stałe, bo choć teoretycznie był to leasing pracowniczy, ale w praktyce pracowali non-stop na tych samych stanowiskach, tylko w różnych miejscach, między sześć a siedem złotych za godzinę. Co miałem robić? Pomysł na to, by pracowali u mnie pracownicy ściągnięci z Ukrainy wziął się właściwie znikąd. Pewnego dnia, zdawszy sobie sprawę, że od około miesiąca wychodzę na zero, nie zastanawiając się nad tym w ogóle, usiadłem przed komputerem i zacząłem szukać informacji i pracujących u nas Ukraińcach. Mogli pracować legalnie, nie potrzebowali żadnych pozwoleń na pobyt ani na pracę, byli chętni i gotowi by pracować nawet i za cztery złote za godzinę. Dla mnie brzmiało to jak bajka. Jeszcze tego samego dnia napisałem ogłoszenie po rosyjsku i wysłałem do Internetu. Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. Na następny dzień miałem już dziesięciu pracowników, którzy z uśmiechem na ustach zajęli stanowiska do tej pory okupowane przez narzekających na wszystko Polaków. Moi partnerzy biznesowi zaczęli do mnie dzwonić z prośbą, bym przysłał ich więcej, ponieważ każdy z nich pracuje za dwóch, a pracy do zrobienia było bardzo dużo.

Rozpoczęło to złoty okres mojego życia. Dziś, patrząc z perspektywy czasu nie wiem jak mogłem wcześniej na to nie wpaść. To były pieniądze, które dosłownie leżały na ulicy, i miałem szczęście, że akurat je zauważyłem.