Wideofilmowanie w służbie poszukiwaczy UFO

Mój brat bliźniak jest wielkim pasjonatem wszelkich spraw paranormalnych. Czyta monografie o obserwacjach niezidentyfikowanych obiektów latających, udziela się na forach poświęconych teoriom spiskowych i święcie wierzy w to, że nasza planeta jest okupowana przez kosmitów.

Samo wideofilmowanie też może być przygodą

wideofilmowaniePrzez to, że za punkt honoru wziął sobie szerzenie wiedzy o niebezpiecznych przybyszach z innych planet, wszyscy w okolicy kojarzą mnie głównie z różnymi bzdurami tego typu. Jestem określana jako jedna z tego rodzeństwa maniaków. Zajmuje się amatorsko sprawami takimi jak wideofilmowanie z Lublina i często biorę udział w różnych weselach i innych imprezach okolicznościowych jako kamerzysta. Mój brat uznał, że koniecznie musi dowieść istnienia przybyszy z kosmosu, powiedział, że wie, kiedy będzie następne lądowanie w okolicach Lublina. Koniecznie musiałam jechać z nim na polowanie na kosmitów, ponieważ wierzył, że videofilmowanie pozwoli mu na uchwycenie statku lub nawet samej załogi. Musiałam sterczeć z kamerą w ambonie myśliwskiej na środku pola, było chłodno, wilgotno i ogólnie nieprzyjemnie. Nawet sarny stwierdziły, że nie opłaca się wychodzić po smaczne ziarno. Towarzyszyły nam jedynie cykady i świerszcze. Nagle zza lasu wyskoczyły migające światła, latały zygzakiem i robiły pętle.

Brat był uradowany jak nigdy, ale wtedy zza krzaków wygramolili się jacyś ludzie z panelami sterowania w rękach. Okazało się, że te obiecujące światła były tylko dronem, który miał za zadanie zrobić ładne zdjęcia termowizyjne z lotu ptaka.